'

Miło.

W sumie 2 razy już pisali o mnie w gazecie. Raz dawno temu z okazji flash-moba "kury" w arkadii napisał Dziennik, a potem dałem wywiad do Aktivista z okazji prowadzenia jednego prześmiewczego bloga. Tym razem sukces jest moim zdaniem nie mniejszy, bo jestem oficjalnie częścią kultury Warszawy - za sprawą wspomnianego Aktivista właśnie. Fajnie!


Wpadajcie, aż 2 Oscarowe hity polecą. Co to się będzie działo. Szczegóły przy zielonym listu przy nazwie bloga - pod linkiem "Horrory". Tam znajdziecie info.

A tutaj plakacik, tak - sam je robie:


Pokaż post i komentarze

Oni

Babcia poznała dziadka jak miała 16 lat. Babcia mieszkała w okolicach Szczecina, dziadek był młodym żołnierzem z Warszawy. Zobaczył ją raz. Ona go wcale.

Po kilku tygodniach przyszedł do niej list, ze zdjęciem. Odpisała.

Co miesiąc przez 2 lata - raz jedno, raz drugie dostawało kartkę wypisaną drobnym maczkiem.

Gdy tylko babcia skończyła 18 lat, dziadek znów do niej przyjechał.

Tego dnia wzięli ślub. Tydzień później wyjechała do Warszawy na zawsze.

Byli małżeństwem 55 lat, dopóki dziadek nie zmarł 2 miesiące temu.

Kiedyś do miłości wystarczyło wiele mniej. Kiedyś ludzie widzieli to "coś" w człowieku, nie sugerowali się bajkami Disneya, albo postaciami z czerwonego dywanu Hollywood.

Byli przyjaciółmi.

Byli szaleni.

Byli doskonali.
Pokaż post i komentarze

Jej okiem

Z tym postem jest zabawna historia. Nie ja go napisałem. Napisała go moja przyjaciółka Paulina, ale napisała go o mnie. O tym jak mnie poznała. Drugą zabawną rzeczą jest że na jej blogu Blacharstwo Niezupełne jest tekst o niej, który napisałem ja. To nasza pierwsza przymiarka do zazębienia pewnych rzeczy, ale na pewno Wam się spodoba jedna historia widziana z dwóch par oczu. Czytajcie więc obie!

Każdy z nas miał kiedyś 15 lat. Dla jednych są to wspomnienia związane z gumą turbo, dla innych z obozami harcerskimi, a dla mnie z początkami Internetu. Portale społecznościowe raczkowały, kwitły chaty i internetowa pedofilia. Raz nawet ktoś próbował mnie wirtualnie wykorzystać, ale jako podmiejskie, czyste mentalnie dziecko, nie ogarnęłam o co chodzi…

Z sieci korzystałam w kawiarence w szkole językowej, która parę lat bezskutecznie usiłowała nauczyć mnie angielskiego. Pamiętam rozmowy z koleżankami i pucowanie profilu na dawnym gronie. Byłam jedną z tych osób, które miały profil pierwszego typu, bez żadnych udziwnień. Na profilowym miałam jakąś tandetną brokatową grafikę, jak każde dziecię wstydzące się swojego krzywego ryja. 

Będąc na dawnym gronie można było robić cztery rzeczy: przyjmować i kolekcjonować znajomych (kto miał +500 był kimś!), wysyłać wiadomości do znajomych, wysyłać szkalujące wiadomości do ludzi, którzy wkurwiali (w poniedziałek w budzie wpierdol, szmato, zobaczysz kurwo! Wspomnień czar….) oraz przystępować do gron tematycznych. Wśród moich kilkudziesięciu, regularnie zaniedbywanych gron tematycznych było grono Guilty Gear oraz Flashmob Poland. To pierwsze, ponieważ z moim pierwszym chłopakiem grałam w tę bijatykę jak dzika, a to drugie, ponieważ podobała mi się sama idea i chciałam stawić się na taki event w nieokreślonej przyszłości, „jak będę duża”. 

W tym samym czasie Piotr-Xing miał 19 lat i umieścił na gronie Flashmob zaproszenie na organizowaną przez niego akcję Kurorycerzy, o której pisał obszerniej na swoim blogu. W ten sposób wpadłam na blog http://xing.prv.pl/. Czytałam wszystkie artykuły po kolei. Oglądałam zdjęcia i słuchałam muzyki. W końcu, jak na bardzo nieśmiałe dziecko przystało, postanowiłam napisać maila i zapytać, czy „mając 15 lat mogę przyjść na flashmob” (!). 

Piotr odpisał, bardzo uprzejmie, ja jednak i tak nie pojawiłam się wśród kurorycerzy, ani nawet później, w maju kolejnego roku na psio-kocim pojedynku pod Zamkiem Królewskim. Właściwie to na tej drugiej akcji byłam, ale w charakterze widowni i to tak, że nikt nie wyłowiłby mnie spośród niewielkiej grupki gapiów.
Nie pamiętam kiedy dostałam wiadomość na gronie. Parę miesięcy po naszej wymianie maili, Piotr usuwał część znajomych, robił porządki. Jakoś bezsensownie przyjął mnie kiedyś, kiedy wysłałam mu zaproszenie na gronie Flashmob. Kto by to teraz pamiętał. W każdym razie, zanim wcisnął krzyżyk przy moim nazwisku, najpierw postanowił zobaczyć, kim właściwie jestem.

Wymieniliśmy się numerami gg i od słowa do słowa postanowiliśmy się spotkać. Pamiętam jedną z pierwszych rozmów. Zawsze był bezczelny i mnie onieśmielał.

P: Źle się czuję dziś.
X: Co się dzieje?
P: [chwila konsternacji] Boli mnie brzuch.
X: Masz okres xD.

Kiedy się poznaliśmy właśnie zaczynał się mój drugi w życiu związek. Mój chłopiec był o Piotra masakrycznie zazdrosny, i w sumie miał o co, bo na początku trochę mieliśmy się ku sobie, czego pamiątką jest srebrny pierścionek. Jestem nałogowym niszczycielem butów, pasków i gubicielem biżuterii, a ten nieszczęsny, znaleziony przez Piotra w kinowej łazience pierścionek przetrwał cztery lata, w trzech miastach, gubiąc się i odnajdując. Mam do niego sentyment …

Ze strony ówczesnej dziewczyny Piotra też nie otrzymaliśmy aprobaty. Chociaż starałam się być jak najbardziej neutralna, nigdy nie było między nami zgody.

Spotkaliśmy się na przełomie czerwca i lipca 2008 roku. Byłam ubrana w szare dżinsy, zupełnie nie pasującą szarą koszulkę z wielkim dekoltem, szare trampki i drobne, długie koraliki wyglądające jak sznur czarnych porzeczek. Krótkie włosy, zgarbione plecy. Obraz nędzy i rozpaczy podmiejskiego gimnazjum. Zobaczyliśmy się na Wileniaku. Denerwowałam się, byłam strasznie nieśmiałym dzieciakiem. Poszliśmy na spacer do Parku Praskiego, gdzie usiedliśmy na ławeczce, którą tuż przy mnie, natychmiast obsikał jakiś nieszczęsny Basset. Potem zaczęło padać, a my poszliśmy jeść kanapki we Fresh Point, co dzisiaj przeszło już do legendy. Jestem pewna, że każdemu kandydatowi na mojego faceta Piotr już zawsze będzie opowiadał „hurr durrrr je jak świnia, a pamiętasz te kanapki z sabłeja, Maj, co?”. To Fresh Point był, gapo :p.

Kiedy wróciłam ze spotkania okazało się, że mój chłopak był typem człowieka, który przyjmuje z pokorą, kiedy ktoś chce mu coś zabrać. Mimo braku realnego zagrożenia, to było przykre.

Potem były kolejne spotkania. Powolne zmiany mojego wizerunku. Czerwony gerber, Pola Mokotowskie, hoddogi od Wiecznie Żywej Pani ze stacji Dworzec Gdański, film dokumentujący, że jem jak prosię, spacer ze zdzieraniem pięt do mięsa w nowych balerinach. Wypadek samochodowy, kłótnie, rozstania, powroty, zmiany w naszym życiu uczuciowym, trzęsienia ziemi i tsunami.

A teraz jesteśmy tu. Lubimy się i teraz już oboje jesteśmy bezczelni. Piotrowi zawdzięczam przemianę z podmiejskiego zastraszonego dziewczątka w trochę mniej zastraszoną zołzę. Mój światopogląd mocno zmienił się dzięki wszystkiemu, co razem przeszliśmy. Dziwne jest wszystko to, co nas spaja, ale jest tego zbyt dużo, żebym się naszą przyjaźnią kiedykolwiek znudziła..

Pokaż post i komentarze

Pan.

Na ulicy zaczepił mnie starszy elegancki Pan. "Dzień dobry, jak się Pan dziś czuje?" - zapytał. Zdziwiony odpowiedziałem że bardzo dobrze, zaznaczyłem że irytuje mnie temperatura. "A dlaczego nie chodzi Pan w czapce?" - zapytał kolejny raz. Zmieszałem się, odpowiedziałem że strasznie się śpieszyłem wychodząc i zapomniałem przez zwodniczo świecące słońce. "Proszę Pana, będę się już z Panem żegnał" powiedział skręcając w swoją uliczkę, jednocześnie wyciągając do mnie rękę na pożegnanie. "Ale powiem Panu coś. Nasza służba zdrowia jest chora. Przynajmniej my bądźmy zdrowi". Uścisnął mi dłoń, uśmiechnął się i poszedł w swoją stronę.

To najmilsze co mnie dziś spotkało.
Pokaż post i komentarze

O zajebistości odwrotnej

Ludzie mnie lubią. Mówią mi że jestem zajebisty.

Ale to nieprawda.

Tak naprawdę jestem dziwakiem. Czego się dotknę to spieprzę. Brak mi cierpliwości, wewnętrznej siły. Mam niewyparzony język co chyba daje wrażenie że jestem taki super. Ludzie lubią to, że łamie tabu. Ale ja zwykle żałuje słów które powiedziałem. Bo one wychodzą w gniewie, którym jestem przepełniony.

Moja była dziewczyna Renata mnie tego nauczyła. Że jak się kogoś kocha, albo ma się jakiś problem - to się o nim mówi. Tylko, że ludzie nie lubią rozmawiać. Marek zawsze wspomina, że jestem najodważniejszą i zarazem najgłupszą osobą jaką zna.

Mówi tak bo potrafię o 5 rano z miłości zawieść komuś czekoladę. Bo potrafię odwołać swoje plany, bo tej nielicznej grupie osób która mnie nie irytuje jestem w stanie oddać całego siebie. Bo potrafię dla jednego spotkania z kimś nie wrócić do domu i spędzić sam weekend w pustej kawalerce. Ludziom się to podoba. Dopóki nie przychodzi czas na główną cechę mojej odwagi. Szczerą rozmowę.

Bo potrafię komuś w oczy powiedzieć, że go kocham i chce z nim być. Bo potrafię powiedzieć, że go nie znoszę i chce by odszedł. Bo potrafię powiedzieć: masz wady.

Ale wtedy nikt nie potrafi mnie słuchać, nikt nie potrafi mnie pokochać i dać mi szansy, a ja nie rozumiem dlaczego. Nikt nie chce mi przyznać racji. Wtedy ludzie są daleko, oddalają się jeszcze dalej. Nie jestem dla nich tak ważny jak oni są dla mnie.

Przeszedłem w życiu już wiele trudności i wiele kłopotów - i zawsze byłem uczciwy z samym sobą i lojalny wobec innych. Bo zapewniam najbliższych, że zawsze mogą przyjść. Że są mi jedyni. Że ich obronie. Bo są. Bo mogą.

Ale tak naprawdę, ciągle spędzam wieczory sam. Bo nikt nie ma ochoty oprzeć się o moje plecy i tak siedzieć. Bo nikt nie chce zjeść ze mną kolacji. Bo nie widzą różnicy między przesiedzeniem ze mną nocy, a krótkim spotkaniem w dzień.

To nie fair.
Pokaż post i komentarze

Dzieci z rakiem na facebooku

Po prostu zostawię link do Pauliny, tak będzie najprościej.

http://rozowe-o.blogspot.com/2012/02/apple-leczy-chore-dzieci.html

To dobra blogerka.

I ma super cycki. Serio.
Pokaż post i komentarze

Nowe seriale

Co sezon pojawiają się nowe seriale. Niektóre mimo świetnej fabuły upadają (FlashForward, The Ev3nt) a niektóre są ciągnięte dalej przez kolejne lata. Mamy styczeń, więc mogę już się wypowiedzieć o jesiennej ramówce która mnie zainteresowała. I mówię tutaj o serialach, mających teraz na oko po ~14 odcinków - czyli całkowicie nowych, pierwszo-sezonowych. Całość podzieliłem na warte oglądania, neutralne i gówniane. Małe zestawienie:

Oglądać koniecznie:


2 Broken Girls - odcinek 20min, komedia

Jestem zdruzgotany ile żartów o masturbacji i wibratorach da się wrzucić w jeden odcinek sitcomu. Historia opowiada o biednej kelnerce ze slumsów, która przygarnia właśnie zbankrutowaną bogaczkę. Razem postanawiają zarobić na własny sklep z babeczkami. Cała idea serialu oparta jest o zbieranie pieniędzy. A to nadgodziny jako nianie, a to wyścigi konne (bogaczka przywlokła ze sobą konia uciekając przed komornikiem). Na końcu każdego odcinka pojawia się licznik aktualnie posiadanej gotówki.

Fajna idea, mocne - sprośne - dowcipy. Śmiech z taśmy. No i świetnie odegrane role pierwszo i drugo planowe. Po prostu dobry i mocny serial. Dla mnie grube zaskoczenie.

Revenge - odcinek 40min, dramat/thriller

Serial opowiada o tajemniczej dziewczynie, która po wielu latach wróciła do rodzinnego miasteczka. Pamięta wszystkich, ale nikt nie pamięta jej. Dzieje się tak, ponieważ wyjechała jako dziecko, zmieniła nazwisko i kolor włosów, a wróciła tylko po jedno: zemścić się za krzywdy wyrządzone jej ojcu.

Myślałem z początku że zaatakuje mnie mdła telenowela o bogaczach. Nic bardziej mylnego, konstrukcja serialu nie pozwala się nudzić. Otóż w każdym odcinku Emily (główna bohaterka), stara się zniszczyć życie jednej osoby związanej z krzywdą swojego ojca. Czyni to niezwykle cynicznie, ciekawie i co najważniejsze skutecznie. Bywają drobne nielogiczne zawiłości typu "zhakuje ten tablet jak podasz mi jego IP, na co bohaterka mówi: przed chwilą Ci je wysłałam" - myśle tutaj o tym, że niby skąd je ma nie przechwytując urządzenia? Podoba mi się również pomysł na koniec każdego odcinka czyli skreślanie twarzy na dużym grupowym zdjęciu - symbolizujące kolejną pokonaną osobę. To dobry patent, bo sugeruje, że serial się kiedyś skończy. Lubię seriale z fabułą bardziej od ciągnących się po 8 sezonów telenowel. Bohaterowie niecodzienni, fabuła zagmatwana. Mało akcji, wiele napięcia. Mocne wejście na rynek.

Oglądać z nudów:

TerraNova - odcinek 40min, akcja/sci-fi

Kiedy na ziemi w roku 2100+ zabraknie miejsca, zostanie odkryta alternatywna ziemia. Jest to o tyle fajne, bo to niejako podróż w czasie do świata dinozaurów - tylko, że nie grozi tej planecie zagłada jak u nas dawno temu. Tak więc wybrani cofają się na nową planetę, by zacząć rasę ludzką od nowa.

Okej, mamy co tydzień innego dinozaura i inny związany z nim problem. Jednak przy 16 milionach dolarów na odcinek cudów wielkich nie widzę. Szczególnie w pilocie, gdy raptory były tak lekkie że nie zostawiały śladów w błocie. Jak coś robić, to porządnie no kurwa! Do tego dochodzi debilny scenariusz o rodzinie głównego bohatera. Piękna żona wokół której kręci się dawna miłość, kochliwa córka, czy zbuntowany nastolatek. Problemy osady są praktycznie pomijane, bo ważne że syn wyszedł za ogrodzenie i go coś zeżre. Do tego główny bohater widoczny na plakacie jest irytujący. Mimo to serial ogląda się przyjemnie. Ładne lasy, bronie na lasery no i pomysł - który ucierpiał w czasie kręcenia. Mimo to nadal polecam.

New Girl - odcinek 20min, komedia

Zooey Deschanel nie nadaje się do komedii w których grywa. Na pewno nie do tych slapstickowych, w których dostaje tortem lub się przewraca. Jej fizyczny klon: Katy Perry, jest dużo słodsza w swoich teledyskach i to ona powinna dostać tę rolę a nie Zooey, która jest nudna jak flaki z buraczkami.

Serial opowiada o dziewczynie która została rzucona przez chłopaka i wprowadza się do trzech innych. Jest przy tym nieporadna i denerwująca. Wkłada nos w nie swoje sprawy i ciągle śpiewa.

Niestety z zamysłu serialu komediowego robi się jakieś smutne dramacisko. Każdy każdego ciągle rzuca, przezywa a sytuacje które się zdarzają są monotonne. Mimo niby śmiesznych retrospekcji, wyszedł serial miałki, o niczym. Oglądam, no bo już zacząłem. Ale pewnie przez wakacje zapomne i porzucę po jednym sezonie.

Od tego z daleka!

American Horror Story - odcinek 40min, horror

Przyznam wprost: to bardzo porządny z pewnych względów serial grozy. Jest nakręcony naprawdę sensownie, fabularnie też jakoś wielkiej biedy nie ma.

Obraz opowiada o rodzinie wprowadzającej się do nowego domu. W domu co-odcinkowa retrospekcja pokazuje, że działy się przykre sprawy. Zwykle inna. Niestety nikt ich nie rozwiązuje, a całość ogranicza się do tego, ze dom chce ich śmierci.

Największe ból sprawiają mi aktorzy. Jeden jest bardziej obrzydliwy od kolejnego. Nie mówiąc już że główna jest dziewczynka z downem, albo koleś (na plakacie) wyglądający jak wściekły Ross z przyjaciół. Do tego ciągle chodzący nago. Mam już dość jego krzywej dupy. Groza mimo całkiem udanie budującego napięcia mnie irytuje, aktorstwo i wygląd ludzi mnie irytuje, a najbardziej to, że niektórych scen w ogóle nie rozumiem. DZIWI MNIE, że ludzie uważają to za najlepszy horror serial ostatnich lat. Jest to ewidentna nieprawda. Tylko jak się musi, lub wierzy ocenom w internecie.

Breakout Kings - odcinek 40min, akcja

2 nielubiących się gliniarzy, oraz trójka epickich przestępców łapiących... zbiegów. W każdym odcinku ktoś ucieka z więzienia, a policjanci (i "dobrzy" bandyci z obiecanym miesiącem mniej za każdą rozwiązaną sprawę) starają się go schwytać.

A oni zjebali ten pomysł. Brak jakiejkolwiek akcji, brak dobrych dialogów, brak ogólnego sensu w całym serialu. Pomysł mógł być wspaniały jak Prison Brejk, nie jest. I nie będzie. 5 odcinków obejrzałem z trudem i jak ze wspomnianym American Horror Story - jest to koniec. Nie polecam.
Pokaż post i komentarze

O pogrzebie

Równo miesiąc temu - nawet dokładnie o tej samej godzinie, w której zamieściłem dziś posta. - dostałem telefon. Byłem akurat w barze z moimi braćmi i Markiem który świętował swoje urodziny. Telefon oznajmił: dziadek umarł.

Nie będę się skupiał na własnych przeżyciach, a na obserwacjach. Na rzeczach, które mi się nie mieszczą w głowie do dziś.

Po pierwsze pogotowie nie zabiera ciała. I załóżmy, że moja babcia emerytka jest bardzo schorowana. No i co ma zrobić? Położyć się i płakać? Starszy człowiek który kogoś stracił i przykładowo nie ma żadnej rodziny - nie ma też możliwości ogarnięcia wywiezienia zwłok. Zwłaszcza, że robi się już północ, za oknem jest burza śnieżna a o internecie słyszał tyle, że tam molestują dzieci. Myślałem, że chociaż ludzie z karetki są na tyle świniami, że noszą ulotki najbliższego opłacającego ich zakładu - ale jak trzeba być łapówkarzem, to nagle wszyscy święci.

Kolejnym idiotyzmem są ceny pochówku. Średnia granica to 25 tysięcy złotych. Dodatkowo nie można kupić 2 miejsc - czyli na parę. Wchodzą w grę tylko 3 lub 4. "Pani bierze czwórkę, wnuki się przy pani położą" - no do jasnej kurwy. Lecę w tym momencie, żeby panu od cmentarzy było ciepło w dupę w jego nowej willi. I też, mniejsza z tym skoro ma się rodzinę (chociaż ja pewnie będę leżał w grobie z żoną a nie z dziadkiem, jak chyba każdy), ale czemu samotna emerytka musi kupować 4 miejsca? No i za co? Jeszcze bardziej pomijając drakońskie ceny - tak naprawdę wzięte z kosmosu, no bo czemu 25k a nie 10? wkurza mnie ich chamstwo. W momencie, gdy babcia poprosiła o 2 klepsydry, powiedzieli "a ma pani do kompletu od razu 5". Po 10zł za sztukę. 50zł za 5 kartek A4 z logiem salonu. Serio, następnym razem (tfu tfu), ja to zrobię ręcznie za 40gr.

Pewnie niektórzy złapią się za głowę, ale jestem typem człowieka twardo stąpającego i nie wstydzę się poglądów, że chuj mnie obchodzi jakość trumny która nie jest do patrzenia, a do rozkładania się w ziemi. I gdy potem mam widzieć babcie, która sobie czegoś odmawia bo wyciągnęła nie wiadomo skąd tyle kasy - krew mnie zalewa.

Następną wkurwiającą mnie niemiłosiernie sprawą jest ksiądz. Zdajecie sobie sprawę, że ten zimny skurwiel wyciągnął kartkę mającą 27 (dwadzieściakurwasiedem) lat i oznajmił, że co prawda pieniądze wziął i od biedy ziemią sypnie, no ale mszy to on nie zrobi bo tutaj ma jak chuj napisane, że dziadek go przez prawie 30 lat nie wpuszczał na kolędę. To był moment, że autentycznie szukaliśmy z braćmi kija i gotowi byliśmy jechać mu wpierdolić. Po namowach NIECHĘTNIE napisał kartkę że nie zna parafianina i polecił zanieść do innego kościoła, bo on do tego ręki nie przyłoży. Banda skurwysynów z powołania.

Katolicyzm od wielu lat miałem za gówno, ale jakoś się tam do tego stosowałem - jak chyba każdy. Ale pogrzeb otworzył mi oczy. Po pierwsze kosztowała msza z łaski 600zł na której zresztą ksiądz się nie przemęczył, bo czytał jedną stronę tekstu na 6 różnych sposobów i w kółko. Z czego kompletnie nie zrozumiałem nic. Po drugie idąc dalej, zaproponowali mszę upamiętniającą czy tam w intencji która odbyła się dwa dni temu. I tak: ksiądz nie umiał czytać, ciągle się jąkał. Mówił nie wyraźnie, za dużo wina? Msza w intencji mojego dziadka, mieszcząca się w tych 600zł była za inne osoby! Z wielkim trudem wyczytywał kolejne nazwiska, w tym tak kuriozalnie jak: "za Leszka, by wyszedł z alkoholizmu" "za Zdzisia, by zdał egzaminy". I to trwało z 10 minut, aż na końcu mój dziadek.

I teraz możecie uznać mnie za drania, ale na pogrzebie ani na tej mszy kolejnej - ani chwili się nie modliłem, nie robiłem tych dziwnych znaków w powietrzu, ani nie śpiewałem tych idiotycznych pieśni. Śmieszył mnie mój wuj "hurr durr czarni złodzieje, hehe kupię sobie fakty i mity" który poszedł do komunii. Może to straszne, ale ja jestem niewierzący i nie będę tego naginał bo tak wypada. Ja mam w sobie swój własny system rozmów ze zmarłymi i nigdy nie zostanę wąsatym Januszem który z piwem przed TV obraża wszystko co się rusza, a wisi u niego JP2 i matka boska na ścianie. Tak to nie będzie.

Zauważyłem też, że katolicyzm to najgłupsza i najsmutniejsza z religii. Naprawdę się wsłuchałem i modlitwy zaczynające się od "panie nie jestem godzien", lub od bicia się w piersi "wyznaje swoje grzechy" to idiotyzm! Jak najbardziej jestem godzien i nikomu nic do moich grzechów. Dlaczego murzyni śpiewają i wykrzykują w powietrze co zrobili dobrego, a My jak śmiecie jakieś kulimy się aby nasz "najleprzy buk, inny to he he hói, inna relikia to hehe cioty" - nas nie zmiótł jak robaków. Coś tu jest nie tak.

Nie tak to sobie wszystko wyobrażałem, ale na dobre zrozumiałem że nie jest to tak różowe jak uczą w szkolę. Oczywiście wszystko rozbija się o skurwiałych ludzi, ale to ludzie wymyślili religię i to oni powinni o nią dbać, rozwijać ją. A tutaj gówno.

Pewnie było jeszcze coś co mnie zirytowało, ale emocje sprawiły że niewiele z tego okresu pamiętam, lub były to po prostu prywatne rzeczy które odpierdoliła moja rodzina - a o których nie powiem. Tylko Agata wie, bo przyszła i tego wysłuchała w całości.

No ale tak to jest właśnie. Nie życzę nikomu.
Pokaż post i komentarze

Typy

Strasznie denerwują mnie niektóre typy ludzi na ulicy.

1) DJ'e

"Cześć, mam 16 lat i dostałem od rodziców dres i Sony Ericssona. Ponieważ mamy 2012 rok odkryłem właśnie modnego rapera PEJE. Niestety w instrukcji nie napisali do czego służą te dziwne wkładki na sznurku z dziwną wtyczką na końcu. To puszczę sobie Cichą Noc na pełny regulator - PEJA i tak jest fantastyczny i tak nowy - to wam go puszcze skurwysyny"

2) Poważni biznesmeni z głuchotą

Siedzę ostatnio w empiku i czytam. Obok mnie usiadł siwy pan z brodą, mędrzec swojego pokolenia. Siedzi i nagle Lady Gaga z jego kieszeni wyrwała go z letargu. Pan przez 40 minut tłumaczył innemu panu, że tamten musi się sprzedać. A pan po drugiej stronie linii nie był na to za chętny. Dlatego musiał długo i skrzętnie być poprawiany i przekonywany. A chodziło o prowadzenie.... bloga. Pan który mi ciągle przeszkadzał odebrał jeszcze 3 takie telefony od innych ludzi. Ciągle powtarzał głośno co usłyszał. I pytał "nie zrozumiałem co powiedziałeś"? Mógł chociaż wyjść, albo powiesić się.

3) Poważne kury domowe i przyjaciółka

Są ludzie, którzy prowadzą swoje irytujące rozmowy jak pan wyżej. Ale są i (szczególnie panie) ludzie, którzy nawet nie zastanawiają się nad miejscem. Ile ja razy byłem świadkiem ważnej rozmowy o burakach na środku schodów do metra - gdzie żałosny tłum ludzi musi dzielnie wymijać zagadany obiekt. Najlepsze są panie emerytki, które prawie spadają ze schodów jak muszą cokolwiek wiminąć.

4) Jestem stara wszystko mi wolno

Byłem raz w sytuacji gdy stałem z bratem na poboczu chodnika. Ale ciągle na chodniku. Szła sobie starucha o kuli. Gdy doczłapała się do nas, zamiast nas wyminąć - zrobiła aferę że może byśmy się łaskawie przesunęli bo ona idzie. Krzyczała, że jej się śpieszy (a stała w miejscu), że ma prawo tędy iść i żebyśmy po prostu spadali. Kto mnie zna wie, że ją zwyzywałem i tyłka nie ruszyłem. Ale no kurwa.

Drugą nagminną sytuacją z emerytami są ich aroganckie zachowania wyniesione z głębokiej komuny. Są starzy to oni oraz ich schorowane zakupy mogą siedzieć w autobusach, mogą się wpierdolić do kolejki bo ja mam jeszcze młode nogi. I to wkurwiające mnie wszędobylskie mówienie na "TY". Skoro się tak bawimy, poszedłem do kasy takiej starej irytującej mnie prukwy w sklepie i zakupy za 17zł zrobiłem 10 groszówkami. To się babisko uśmiało.

5) Jestem panem świata

Sytuacja z siłowni sprzed kilku dni (pół roku pakuje już!). Podszedł napakowany kolo do mojej koleżanki i stoi. Oczywiście tylko on, bo po rozmiarze mięśni widzę że jemu to już dawno nie. W pewnej chwili pokazuje na maszynę i mówi "chce tu poćwiczyć". Moja koleżanka pyta go "to co, mam zejść?" - "We dwójkę ćwiczyć nie będziemy" i na nią groźnie burknął strasząc ją. Bo jest małą i kruchą kobietą? Ludzie zawsze mają się za lepszych od innych, zawsze wszystko wiedzą lepiej. I nigdy za nic nie przeproszą, o nic nie poproszą. Polactwo buractwo.

6) Ludzie głupi

Siedziałem ostatnio ze znajomymi i chciałem porozmawiać z kimś sam na sam. Nie ma tak. Mimo obopólnych docinków i starań, patrzyli i trzymali się nas - praktycznie na ślepo. Nawet w prost nie dało się pewnych osób przekonać by zostawiły nas samych. I tylko zabawnie rolowały się że odchodziła raz jedna, raz druga. Kurwa, niektórzy ludzie to jakby ich opluć nie zauważą.

Mowa tutaj zwłaszcza o kobietach zapatrzonych w siebie, kiwających głową z uśmiechem i non stop się brechtających. Nic takie kurwiszcze nie rozumie z tematu rozmowy, ale jest nie wiadomo czym "prze-szczęśliwa". A teraz pomyślcie o czym myślicie się śmiejąc? Otóż o niczym się wtedy nie myśli. Czyli osoby non stop się śmiejące i cieszące w rozmowie (o ile nie jest ona sama z siebie zabawna/parodystyczna) są głupie.

7) Natrętni starzy znajomi

Osoby których nie widziałeś 10 lat, ale przytulają Cię na środku ulicy i każą opowiadać co u Ciebie - nie słuchając bo z końcem pytania zaczęli własną opowieść - nie są takie złe. Gorsze są te milczki, co później zapraszają Cię na serwisy społecznościowe. I się zaczyna.... Wszędzie lajki, komenty zupełnie bez sensu i przytyki z czasów szkolnych "heheh, a pamiętasz jak się zesrałeś na podłogę" - no mamo. Jeszcze gorsi są Ci nudni, rzucającymi "tekstami zamknięcia". To takie teksty, gdy masz już 57 komentarzy i ludzie nadal piszą, aż pisze nudziarz "he he fajnie rozmawiacie" i wątek ucicha. Kopałbym po twarzy.

Chwilowo to na tyle, od-złościłem się trochę. Wrócę do tematu kiedyś.
Pokaż post i komentarze

Napijmy się!

Właśnie w tym momencie zaczyna się nasz pokaz Piątku 13tego 6 - Jason Żyje. Ten bonus filmowy to prawie spontaniczna akcja z okazji, że mamy dziś faktycznie piątek i do tego 13. Ale nie o tym. Muszę się pochwalić, że od dziś dostępny jest nasz drink! Tak, jest mało horrorowy ale jak najbardziej reklamuje moje i Gosi pokazy.

Fajnie być w menu, zwłaszcza obok takich mistrzów jak teatr AB OVO na przykład.

Mam nadzieje że jesteście na pokazie i że zbytnio nie ośmieszam się dziś ze sceny. Te przemówienia przed filmem to zawsze jest dla mnie problem, w końcu mikrofon, światło w twarz i tyle ludzi nie ułatwia.

Wasze zdrowie!
Pokaż post i komentarze

12.04.12

Tak, znów to zrobiliśmy. Mamy dwa cudowne bilety w całkiem sensownym sektorze!

I jeszcze dostaliśmy po plakacie! Nie wiem gdzie go powieszę, ale na pewno potraktuje go godnie! No i w odróżnieniu od tego na czym już byliśmy (w listopadzie) - to jest absolutnie pierwsza liga wrestlingu.

Nie skłamie, że na taki skład (chociażby z samego plakatu) czekałem całe życie. I zobaczę wszystkich najlepszych których oglądam w telewizji tydzień po tygodniu ^^

No to znów siup i do Gdańska. Mogliby kurde być gdzieś bliżej. Ale czuje że warto.
Pokaż post i komentarze

Uszczęśliwiajmy ludzi

Przepis na szczęśliwego człowieka: kolorowa kartka + pomysł + zabawne wykonanie. I chociaż tym razem nie ja byłem autorem i pępkiem wydarzenia - bawiłem się jak nigdy.

Tak, dobrze widzicie. Zjeżdżaliśmy schodami w metrze - przybijając ludziom piątki. Młodzi byli bardzo chętni, starsi uśmiechali się tylko, ale wiem że ich kusiło. I oczywiście wyszedłem jak zwykle grubo! Ale co tam!

Ach, autorką zdjęć jest Jagoda Dybowska i są objęte jej prawami autorskimi, także: nie kopiować.


 Macie:










Pokaż post i komentarze