Z tym postem jest zabawna historia. Nie ja go napisałem. Napisała go moja przyjaciółka Paulina, ale napisała go o mnie. O tym jak mnie poznała. Drugą zabawną rzeczą jest że na jej blogu Blacharstwo Niezupełne jest tekst o niej, który napisałem ja. To nasza pierwsza przymiarka do zazębienia pewnych rzeczy, ale na pewno Wam się spodoba jedna historia widziana z dwóch par oczu. Czytajcie więc obie!
Każdy z nas miał kiedyś 15 lat. Dla jednych są to wspomnienia związane z gumą turbo, dla innych z obozami harcerskimi, a dla mnie z początkami Internetu. Portale społecznościowe raczkowały, kwitły chaty i internetowa pedofilia. Raz nawet ktoś próbował mnie wirtualnie wykorzystać, ale jako podmiejskie, czyste mentalnie dziecko, nie ogarnęłam o co chodzi…
Z sieci korzystałam w kawiarence w szkole językowej, która parę lat bezskutecznie usiłowała nauczyć mnie angielskiego. Pamiętam rozmowy z koleżankami i pucowanie profilu na dawnym gronie. Byłam jedną z tych osób, które miały profil pierwszego typu, bez żadnych udziwnień. Na profilowym miałam jakąś tandetną brokatową grafikę, jak każde dziecię wstydzące się swojego krzywego ryja.
Będąc na dawnym gronie można było robić cztery rzeczy: przyjmować i kolekcjonować znajomych (kto miał +500 był kimś!), wysyłać wiadomości do znajomych, wysyłać szkalujące wiadomości do ludzi, którzy wkurwiali (w poniedziałek w budzie wpierdol, szmato, zobaczysz kurwo! Wspomnień czar….) oraz przystępować do gron tematycznych. Wśród moich kilkudziesięciu, regularnie zaniedbywanych gron tematycznych było grono Guilty Gear oraz Flashmob Poland. To pierwsze, ponieważ z moim pierwszym chłopakiem grałam w tę bijatykę jak dzika, a to drugie, ponieważ podobała mi się sama idea i chciałam stawić się na taki event w nieokreślonej przyszłości, „jak będę duża”.
W tym samym czasie Piotr-Xing miał 19 lat i umieścił na gronie Flashmob zaproszenie na organizowaną przez niego akcję Kurorycerzy, o której pisał obszerniej na swoim blogu. W ten sposób wpadłam na blog
http://xing.prv.pl/. Czytałam wszystkie artykuły po kolei. Oglądałam zdjęcia i słuchałam muzyki. W końcu, jak na bardzo nieśmiałe dziecko przystało, postanowiłam napisać maila i zapytać, czy „mając 15 lat mogę przyjść na flashmob” (!).

Piotr odpisał, bardzo uprzejmie, ja jednak i tak nie pojawiłam się wśród kurorycerzy, ani nawet później, w maju kolejnego roku na psio-kocim pojedynku pod Zamkiem Królewskim. Właściwie to na tej drugiej akcji byłam, ale w charakterze widowni i to tak, że nikt nie wyłowiłby mnie spośród niewielkiej grupki gapiów.
Nie pamiętam kiedy dostałam wiadomość na gronie. Parę miesięcy po naszej wymianie maili, Piotr usuwał część znajomych, robił porządki. Jakoś bezsensownie przyjął mnie kiedyś, kiedy wysłałam mu zaproszenie na gronie Flashmob. Kto by to teraz pamiętał. W każdym razie, zanim wcisnął krzyżyk przy moim nazwisku, najpierw postanowił zobaczyć, kim właściwie jestem.
Wymieniliśmy się numerami gg i od słowa do słowa postanowiliśmy się spotkać. Pamiętam jedną z pierwszych rozmów. Zawsze był bezczelny i mnie onieśmielał.
P: Źle się czuję dziś.
X: Co się dzieje?
P: [chwila konsternacji] Boli mnie brzuch.
X: Masz okres xD.
Kiedy się poznaliśmy właśnie zaczynał się mój drugi w życiu związek. Mój chłopiec był o Piotra masakrycznie zazdrosny, i w sumie miał o co, bo na początku trochę mieliśmy się ku sobie, czego pamiątką jest srebrny pierścionek. Jestem nałogowym niszczycielem butów, pasków i gubicielem biżuterii, a ten nieszczęsny, znaleziony przez Piotra w kinowej łazience pierścionek przetrwał cztery lata, w trzech miastach, gubiąc się i odnajdując. Mam do niego sentyment …
Ze strony ówczesnej dziewczyny Piotra też nie otrzymaliśmy aprobaty. Chociaż starałam się być jak najbardziej neutralna, nigdy nie było między nami zgody.
Spotkaliśmy się na przełomie czerwca i lipca 2008 roku. Byłam ubrana w szare dżinsy, zupełnie nie pasującą szarą koszulkę z wielkim dekoltem, szare trampki i drobne, długie koraliki wyglądające jak sznur czarnych porzeczek. Krótkie włosy, zgarbione plecy. Obraz nędzy i rozpaczy podmiejskiego gimnazjum. Zobaczyliśmy się na Wileniaku. Denerwowałam się, byłam strasznie nieśmiałym dzieciakiem. Poszliśmy na spacer do Parku Praskiego, gdzie usiedliśmy na ławeczce, którą tuż przy mnie, natychmiast obsikał jakiś nieszczęsny Basset. Potem zaczęło padać, a my poszliśmy jeść kanapki we Fresh Point, co dzisiaj przeszło już do legendy. Jestem pewna, że każdemu kandydatowi na mojego faceta Piotr już zawsze będzie opowiadał „hurr durrrr je jak świnia, a pamiętasz te kanapki z sabłeja, Maj, co?”. To Fresh Point był, gapo :p.
Kiedy wróciłam ze spotkania okazało się, że mój chłopak był typem człowieka, który przyjmuje z pokorą, kiedy ktoś chce mu coś zabrać. Mimo braku realnego zagrożenia, to było przykre.
Potem były kolejne spotkania. Powolne zmiany mojego wizerunku. Czerwony gerber, Pola Mokotowskie, hoddogi od Wiecznie Żywej Pani ze stacji Dworzec Gdański, film dokumentujący, że jem jak prosię, spacer ze zdzieraniem pięt do mięsa w nowych balerinach. Wypadek samochodowy, kłótnie, rozstania, powroty, zmiany w naszym życiu uczuciowym, trzęsienia ziemi i tsunami.

A teraz jesteśmy tu. Lubimy się i teraz już oboje jesteśmy bezczelni. Piotrowi zawdzięczam przemianę z podmiejskiego zastraszonego dziewczątka w trochę mniej zastraszoną zołzę. Mój światopogląd mocno zmienił się dzięki wszystkiemu, co razem przeszliśmy. Dziwne jest wszystko to, co nas spaja, ale jest tego zbyt dużo, żebym się naszą przyjaźnią kiedykolwiek znudziła..
Pokaż post i komentarze