W sumie to czekaliśmy na to bez mała całe życie, bo jesteśmy zaściankiem nie tylko europy - ale i świata wrestlingu, gdyż nawet Afryka była odwiedzana częściej niż my. Ale wczoraj czyli 11.11.11 - stało się. Przyjechali.
Udać musieliśmy się aż do Gdańska, mieliśmy co prawda alternatywę w stylu patrzenia jak biją się demonstracje w Warszawie (i palą wozy telewizyjne), ale taka mniej kulturalna alternatywa nie wchodziła w grę.
Autobus o 7.30, wysiadka po 13.00, ciepłe pizze coby w brzuszkach nie było nam pusto i oto po 16.00 jest!
Ergo Arena:
No to postaliśmy sobie na mrozie te dwie godzinki głównie tańcząc i zazdroszcząc małym dzieciakom itemów wrestlingowych które miały na sobie. Mieli maski, koszulki, całe kurtki.
O 18.00 wbiliśmy się do środka, kulturalnie rozebraliśmy, wysikalismy i rzuciliśmy się oglądać. Sala nie była taka duża, ale podobno było 10 tysięcy osób. Tutaj jeszcze tego nie widać:
Tak, narysowaliśmy... wróć, no dobra. Oczywiście to Agata narysowała ten piękny plakat, ja tylko kolorowałem boki i takie tam cienie. Warto zaznaczyć że główny zainteresowany zwrócił na niego uwagę i dotknął go wielką łapą na znak naszej fajności. To ten sam, z którym mamy zdjęcie ze Złotych Tarasów sprzed kilku miesięcy.
Generalnie spełniać marzenie życia mieliśmy tylko we dwójkę, ale dziwnym trafem miejsce obok nas było nadal do wykupienia i mój brat w końcu się zdecydował, więc był i on:
Co mam mówić, było super! Zawodnicy świetnie odgrywali swoje role i broń boże nie było to na pół gwizdka. Siedzimy w tym już lata (Agatka prawie 2) i wiemy że dostaliśmy to za co zapłaciliśmy. Były dźwignie, skoki, plaskacze w twarz i rzucanie w siebie metalowymi schodami. Byliśmy wyzywani przez mikrofon (Cody Rhodes grający złego powiedział, że to najgorszy kraj w jakim był i że może mówić co chce bo i tak nie mówimy po angielsku), a jeden nas oszukał nawet! Wszedł w masce jako ktoś inny i udawał go, aż zobaczył "swój" plakat, po czym na ringu go podarł i ściągnął maskę mówiąc co o nas myśli.
Na szczęście Ci źli z reguły dostawali w dekiel i tyle było z nimi zabawy. A to widok z naszych miejsc, widać że były naprawdę dobre i że starannie je wybrałem. Tak, oto słynny Randy Orton chwilę po neckbreake'rze na Cody'm:
Właściwie dla naszej trójki to co widać było walką wieczoru, bo ostatni pojedynek nas średnio interesował. Zresztą musieliśmy uciekać na pks do Warszawy. Ale przesiedzieliśmy 8 z 9 walk.
Co najważniejsze te śmieszne ludki i to w jeszcze lepszym składzie zapowiedzieli się na 12 kwietnia 2012. Szkoda że znów w Gdańsku. No cóż.
A powrót minął sennie, te pekaesy polskibus.com są zajebiste. I piętrowe. A do tego naprawdę tanie, lepiej niż pociąg.
Dziękuje Waszej dwójce, było z Wami super! Fajnie jest mieć brata (może drugi też pojedzie, co?) oraz... taką Agatę jak ja mam. Drugiej, ze świecą szukać.
ps. jakby kogoś interesowało, były takie walki:
- Triple Threat Match: Daniel Bryan pok. Tysona Kidda i Justina Gabriela
- Brodus Clay pok. Teda DiBiase
- Ezekiel Jackson pok. Jindera Mahala
- Hunico (przebrany podczas wejścia za Sin Carę) pok. Joshiego Tatsu
- Sheamus pok. Wade'a Barretta
- Alicia Fox pok. Natalyę (walkę sędziowała Aksana)
- Aksana pok. Natalyę w kilka sekund
- Street Fight: Randy Orton pok. Cody'ego Rhodesa
- World Heavyweght Title: Big Show pok. Marka Henry'ego przez DQ po uderzeniu Showa krzesłem. Po walce Big Showa zaatakowali Barrett i Rhodes, ale pomogli mu Sheamus i Orton którzy wyczyścili ring oraz pożegnali się z fanami.





3 komentarze:
Może pojedzie, kto wie
i jeszcze wparowali na ring na koniec?! Damn!
A.
Życie.
Prześlij komentarz