Mamy dziś już 19 grudnia. W moim dzieciństwie przypadającym na lata 90 już dawno było bardzo dużo śniegu, a temperatury dochodziły do minus 20 stopni Celsjusza. Po roku 2000 wszystko zaczęło się zmieniać, pojawiły się ze 3 zimy bez śniegu, lub z późnym końcowo-styczniowym opadem tego diabelskiego zjawiska.
Aby było prościej stwierdzę: nie znoszę śniegu oraz zimna. Jak dla mnie sporty zimowe to najgłupsza z możliwych aktywności jaką człowiek był w stanie wymyślić. Przecież to tak okrutnie zimne, błotniste i bezsensowne zabawy.
I nagle zonk, mamy najcieplejszy grudzień od paru ładnych lat. Słońce świeci prawie cały dzień, mamy około 8 stopni – a mimo to bardzo mało osób jest zadowolonych.
Człowiek to takie dziwne zwierze, nienawidzi śniegu ale bez niego nie przeżyje zbliżających się świąt. Co to za święta z trawą za oknem? Wiem, że niektóre rodziny np. w Kalifornii sprowadzają sobie sztuczny śnieg i obrzucają nim dom. Wyobrażacie sobie rajską plażę, chłopców w krótkich spodenkach śmigających na deskorolce – a w tle dom pokryty białym puchem i oblepiony świecidełkami. Sytuacja odwrotna, gdy już jest zimno: wszyscy modlą się o szybką wiosnę, a gdy ta już nadejdzie i to za rękę z latem – ludzie błagają by to słońce zgasło – bo się nagle robi za gorąco.
Zima to też czas chorób, chodzimy bez czapek, rękawiczek, szalików – i wszędzie szaleją wirusy, gdyż temperatura jest dla nich optymalna. Sam zostałem dopadnięty już dwoma wirusami, a i moi przyjaciele nie zostali pominięci. W normalnym kraju możemy co najwyżej zatruć się przeleżałym bananem (wiem, że upraszczam), ale przyznajcie że w lecie chorują bardzo nieliczni na te słynne grypy, anginy czy cokolwiek podobnego. A choroba nie wybiera: ja musiałem na galę wrestlingu jechać z gorączką aż do Gdańska, a moja przyjaciółka z początkiem choroby lecieć do Rzymu.
Generalnie ja się źle ubieram, zwykle za lekko. U nas to rodzinne, jeden brat też potrafi wyjść w podkoszulku. Nie wiem jak on, ale ja mam sposób – na którego mam świadków – że potrafię po kolana w śniegu wyjść w krótkich spodenkach i mi nie jest zimno. Usiłuję wmówić sobie, że jest mi ciepło – bo nie oszukujmy się – to mózg wszystko czuje. Silne wyobrażenie ciepła i przestaje czuć zimno. Powiecie mi że tak się nie da. Sęk w tym, że każdy ma inny mózg. Jeden pozwala ładnie rysować, inny czyni Cię super skoczkiem spadochronowym, czy mistrzem ortografii. A mój pozwala wyłączyć uczucia i odczucia. Zmuszałem go do tego mając 17 lat i oprócz silnych migren raz na jakiś czas – mogłem chodzić w zimę prawie goły – i nie chorować. Teraz przyszła starość i jakoś przestałem się tym zajmować i ciężko mi się do tego zmusić, za to babcia kupiła mi szalik i jakoś sobie radzę.
Patrząc za okno ja również dochodzę do wniosku, że to głupio przeżyć święta bez śniegu. Na szczęście dość łatwo zmieniam poglądy i zaraz przychodzi myśl że muszę wyjść z domu i przypominam sobie jak bardzo śniegu i zimna nienawidzę. Chciałbym cały rok optymalną 20 stopniową temperaturę. Czy są takie kraje?
I chociaż przyjąłem zaproszenie na lodowisko, zapraszajcie mnie tylko na seks albo ciepłą herbatę. I to najlepiej u mnie w domu. Brrr, zima.
–
Post był małym zimowym zbiorem myśli. Nie doszukujcie się wielkiego sensu.


1 komentarze:
Też nienawidzę zimy i śniegu! I ja się cieszę, że go nie ma.
Prześlij komentarz