Uszczęśliwiają mnie małe rzeczy - bo duże mi nie wychodzą. Ale te małe są niesamowicie urocze.
Gdy 6 miesięcy temu szedłem dość przerażony do pobliskiego klubu z dość smętną ofertą wyświetlania filmów - uważałem że nic z tego nie wyjdzie. Nawet nie wiedziałem, że to klub Zbigniewa Hołdysa - co kilka dni widziałem jak kręcił się koło niego, ale nie za bardzo podniecam się celebrytami - no bo statystowałem dużo w różnych programach i jakoś się z tym oswoiłem.
I tego dnia poznałem Tytusa Hołdysa - syna, głównego szefa przybytku. Co z tego że mała strona, co że nie bardzo wiem co chce zrobić, co że moja morda jest nieciekawa. Od wejścia po wysłuchaniu mnie powiedział: Robimy.
I robimy już ponad pół roku. Podobno niektórym ludziom się podoba, podobno niektórzy bardzo to cenią. A ja nadal stojąc na scenie czuje się głupio. Ale daje mi to frajde. Tak, właściwie czas się przyznać że oprócz wielu innych powodów - robię to też dla siebie. Aby poznać tych wszystkich fantastycznych ludzi, którzy przychodzą - a czasami przyjeżdzają z bardzo daleka. Jak Magda Kałużyńska - pisarka - która nie lubi być tak nazywana. I oni wszyscy mi dziękują i to jest miłe. I będę to robił póki starczy sił.
I właśnie dziś, oprócz tego że moje horrory nawiązały współpracę z nowo powstałym magazynem grozy oraz oprócz tego że Pani Dominika ze Spectatora (dystrybutor) chce dać horrorom kolejne wejściówki do kina - docenił Nas - bo oczywiście i Gosię moją suuuper przyjaciółkę i współniczkę - sam Tytus. Uwielbiam tego człowieka. I to on zrobił plakat, bardzo w stylu jego klubu. Ba, ładniejszy niż mój :) A oto wspomniany uszczęśliwiacz:
Imiona
4 dni temu



0 komentarze:
Prześlij komentarz